Po spotkaniu z ekscentrycznym magiem, wyruszyliśmy w drogę do Gadarty. Ta mała miejscowość położona jest niedaleko szlaku z Mar-Margot na południe, po drugiej stronie rzeki Gadarki. Aby się tam dostać, musieliśmy przekroczyć rzekę, co było możliwe dzięki niewielkiemu promowi, obsługiwanemu przez Olega i jego syna Alana. Niestety, gdy do niego dotarliśmy, dowiedzieliśmy się że „tatko” już dzisiaj nikogo nie przeprawi, gdyż zasnął z bukłakiem jakiegoś podłego trunku w ręce. Jego syn opowiedział nam nieco o ich codziennych obowiązkach, jednak niewiele wiedział na temat Łaskotka i krążącej w okolicy bandy. Następnego dnia z rana wypytaliśmy również przewoźnika, któremu rozwiązał nieco język bukłak wina, który miał ze sobą Kejn. Dowiedzieliśmy się, że istnieją co najmniej dwa miejsca, w których zbójecka banda może się przeprawiać przez rzekę, jednak są one oddalone kilka dni drogi od brodu.
Po przeprawieniu się, ruszyliśmy w dalszą drogę, jednak po drodze musieliśmy ustalić w jaki sposób uda nam się nie wzbudzać dodatkowych podejrzeń, w tak zamkniętej grupie mieszkańców wioski jaką jest osada drwali. Widząc, że moi bracia mają problem z pomysłami, zaproponowałem, iż będziemy obstawą zielarza Igo, który wyruszył na poszukiwanie rzadkich ziół z tej okolicy. Jak się później okazało, nawet nie musieliśmy się uciekać do tego fortelu, gdyż sytuacja w wiosce i bez tego była bardzo ciekawa.
Gdy minęliśmy pierwsze kilka chat, naszą uwagę zwrócił tłum przed jedną z nich. Jak tylko się zbliżyliśmy, szybko zorientowaliśmy się w sytuacji. Grupa mieszkańców wioski chciała wyprowadzić z domu oraz zabić Anitę Ulster. Powodem tych zbrodniczych planów, miała był domniemana choroba, zwana „Wilczą Klątwą”. Była ona według nich spowodowana pogryzieniem przez wilki, a jej rezultatem miała być zamiana w wilkołaka. Oczywiście Kejn, który zna się nieco na medycynie, powiedział, że to są bzdury, jednak nie tak łatwo jest przekonać wzburzony tłum. Na szczęście udało nam się odnaleźć sołtysa, który przyglądał się temu i przekonać go, iż być może Kejn, będzie w stanie uleczyć Anitę i nie dojdzie to tej przemiany… W domu okazało się, że stan zdrowia kobiety jest krytyczny. Od pogryzienia minęło kilka tygodni i rany nie chciały się goić. Sytuacja wydawała się być beznadziejna, gdyż Kejn nie przypominał sobie żadnego lekarstwa na tą przypadłość w tak ciężkim stanie. Jednak postanowiliśmy udać się jeszcze do miejscowego zielarza Mundo, aby sprawdzić czy on nie ma jakiegoś specyfiku, który mógłby pomóc. Zaskoczyło nas, że na samo jego imię ojciec Anity splunął i wymamrotał jakieś przekleństwo pod nosem, jednak, nie zważając na to, byliśmy zdecydowani udać się do niego. Najpierw jednak chcieliśmy po podróży zostawić konie w stajni oraz zadbać o miejsce na spoczynek na najbliższe dni. Karczmarzem okazał się być sołtys Herman z Gadarty, z którym rozmawialiśmy nieco wcześniej. Wypytywał on o cel naszej podróży i jak się nieco później okazało, podejrzewał on, iż to kościół Delidii nas tu przysłał, aby sprawdzić czy mieszkańcy wiernie oddają jej cześć. Jego podejrzenia podszyte były strachem w związku z faktem, iż to właśnie niedaleko Gadarty, Łaskotek zabił inkwizytora Delidii kilka tygodni wcześniej.
Po uzgodnieniu noclegu z karczmarzem, udaliśmy się do zielarza Mundo, aby zapytać go o zioła, które będą w stanie pomóc Anicie. Mundo, jak się okazało, również chciał się z nami spotkać, aby prosić nas o pomoc. Z jego opowieści dowiedzieliśmy się, iż zakochał się on w Anicie, jednak jej rodzina nie patrzy z przychylnością na ten związek. Nie pozwolili oni nawet, aby Mundo postarał się jej pomóc ziołami, tak więc zdesperowany chłopak szukał pomocy u nas. Znał on nazwę zioła, które być może byłyby w stanie ją uleczyć, jednak nie wiedział, gdzie je znaleźć, ani jak wygląda. Dodatkowo miał złamaną nogę i chodził o kulach. Znał za to osobę, która taką wiedzę mogła posiadać. Opowiedział nam o Panie Lasu, który opiekuje się „Wiecznym Lasem” i który być może będzie w stanie nam pomóc. Niestety spotkać go można dwa dni drogi od wioski. Mieszka on niedaleko polany, na której drwale zostawiają mu podarki, aby prosić o błogosławieństwo i przychylność natury. Mundo opowiedział nam również historię zabitego inkwizytora. Przybył on do Gadarty, ponieważ w okolicy odnaleziono miejsce powiązane ze starymi bóstwami. Kościół Delidii wszelkie miejsca, jak to, próbuje ukryć, bądź zniszczyć i tak też chciał zrobić tym razem. Jednak Łaskotek przeszkodził w tych planach, bądź też odroczył je nieco. Po śmierci inkwizytora Kościół przysłał większy oddział zbrojnych, którzy zapieczętowali to święte miejsce oraz zabronili mieszkańcom się do niego zbliżać. Bardzo mnie to zaciekawiło, ale postanowiliśmy się tym zainteresować później, jeżeli będzie taka okazja. Póki co, czym prędzej z rana wyruszyliśmy szukać Pana Lasu.
Dzięki mapie, którą naszkicował nam Mundo, wiedzieliśmy którym szlakiem musimy iść i droga przebiegała bez przeszkód. Szlak wiódł wzdłuż rzeki, którą od czasu do czasu przepływały barki z towarami. Pod koniec pierwszego dnia doszliśmy do polany, o której wspominał Mundo. Jednak nie będąc pewnym jakie moce są z nią związane, postanowiliśmy przespać się w okolicznym lesie, a samą polanę sprawdzić z samego rana.
Na polanie znaleźliśmy kamienny „ołtarz”, na którym widoczne były ślady po ostatnich darach dla Pana Lasu. Wyczuwalna dla mnie była aura pewnej mocy, która się wiązała z tym miejscem, jednak nie mogłem powiedzieć nic więcej. Po tych oględzinach ruszyliśmy w dalszą drogę. Teren robił się coraz bardziej górzysty i szlakiem musieliśmy iść gęsiego. Gdy zbliżaliśmy się do celu, ponownie weszliśmy w płaskie tereny leśne, które widać było, iż są nieuczęszczane przez ludzi. Las przerodził się w sporą łąkę, zarośniętą krzakami i po jej przeciwnej stronie zauważyliśmy ogromnego niedźwiedzia. Był on sporych rozmiarów i nie uśmiechała nam się walka z nim. Chcąc go odstraszyć, zacząłem uderzać włócznią w tarczę, aby narobić jak najwięcej hałasu i aby zszedł nam z drogi. Udało nam się do tego doprowadzić i niedźwiedź ominął nas szerokim łukiem. Tuż za polaną zauważyliśmy niewielki dom, a przed nim wyłonił się elf, który przedstawił się jako Elander. Wyłonił się to właściwe słowo, gdyż on praktycznie „wyszedł” z drzewa, w które był wtopiony. Od razu domyśliliśmy się, iż włada on sporą mocą, skoro jest w stanie dokonać takich rzeczy.
Elander zaprosił nas, abyśmy z nim usiedli i porozmawiali o tym, co nas tu sprowadza. Opowiedziałem o przykrym wypadku, który spotkał Anitę i o podejrzeniach Mundo, iż tutaj znajdziemy potrzebne zioła. Nie zawiedliśmy się. Elander przyznał, iż posiada te zioła i może się nimi z nami podzielić. Co zaskakujące nie oczekiwał nawet w zamian żadnego zadośćuczynienia. Z zaciekawieniem wypytywaliśmy go o powody jego pobytu w tym miejscu, jednak nie był on zbyt skory do dzielenia się swoimi motywami. Udało mi się jednak dowiedzieć cóż za tajemnicze miejsce zostało zaplombowane przez kapłanów Delidii w lesie nieopodal Gadarty. Miejscem tym okazała się świątynia boga Richitera. Bóg ten szerzej był wyznawany przed Zaćmieniem, jednak w mojej ocenie był on zbyt słaby i litościwy, przez co jego wyznawcy nie wykazywali się odpowiednią siłą charakteru. Pytaliśmy go również o Łaskotka, jednak elf stwierdził, iż jest on mu obojętny i nie może nam pomóc w jego uchwyceniu.
Niedługo później, zdając sobie sprawę z krytycznej sytuacji, w której zostawiliśmy Anitę, postanowiliśmy wyruszyć w drogę powrotną. Nasz następny obóz rozbiliśmy niedaleko polany, którą mijaliśmy dzień wcześniej. W trakcie odpoczynku Igo chciał porozmawiać o prawach, według których postępują kapłani Vergena. Odkąd wrócił z Górskiego Gryfa, zauważyłem, iż był bardzo wrogo nastawiony do jakiejkolwiek wiary i wszelkie wzmianki zbywał niezbyt lotnymi hasłami. Nie chciałem mu się narzucać z wiarą Vergena, ponieważ szanowałem jego światopogląd, jednak nie mogłem mu pozwolić mówić głupot na temat wiary Vergena i zasad, którymi się kieruję. Razem z Tsume próbowaliśmy mu to wyjaśnić, obawiam się jednak, że jeszcze na to za wcześnie. Ku naszemu zdumieniu, rozmowie tej z drzewa przysłuchiwał się Elander, który ujawnił się po chwili. Widząc nasze zaskoczenie, przeprosił, jednak, jak to powiedział, rozmowa była bardzo interesująca i nie mógł się powstrzymać. Po chwili Elander przyznał, że ruszył za nami, ponieważ ma dla nas pewną propozycję. Wiedząc, że zależy nam na schwyceniu Łaskotka, zaproponował iż pomoże nam w tym, jednak w zamian oczekiwał, iż odszukamy dla niego pewien przedmiot w Samotnej Wieży. Nie zastanawialiśmy się długo, bo zadanie wydawało się na pierwszy rzut oka łatwe, a do tego pozwoli nam odnaleźć poszukiwanego zbiega, tak więc czym prędzej się zgodziliśmy. Po spakowaniu obozu, ruszyliśmy w drogę do Gadarty. Na miejscu czym prędzej udaliśmy się do domu Ulsterów, aby podać zioła chorej kobiecie, zgodnie z zaleceniami Elandera. Kuracja miała potrwać trzy dni i tak też się stało. Już na następny dzień gorączka ustąpiła, a wraz z kolejnymi ustępowały pozostałe objawy.
Wyglądało na to, iż sprawy idą w dobrym kierunku, tak więc postanowiliśmy chwilę odpocząć i przygotować się do drogi do Samotnej Wieży. Mundo, zgodnie z obietnicą, w zamian za nasze zaangażowanie podzielił się z nami Zielem Siły. Według niego, osoba która będzie je żuła przez kilka minut, po niedługim czasie zyska nadludzką siłę.
Nie chcąc tracić naszego celu z oczu, dwa dni później postanowiliśmy wyruszyć do wspomnianej wieży, aby odnaleźć tam poszukiwany przez Elandera przedmiot, zwany Zwojem Wiedzących, który jest srebrną tablicą pokrytą runicznym pismem elfów.