Kronika

Kroniki VI: Pamiętnik Vernira

Początkowo nie mogliśmy dojść do porozumienia, jednak suche fakty przemawiały za tym, aby opuścić Białą Osadę i poszukać Kościeja w Mar-Margot. To on był naszym łącznikiem z Ragnem i ostatnimi wydarzeniami, o których usłyszeliśmy. Zanim...

18.04.2026 • Cad • Dalinar de Vries • Kroniki rodziny de Vries

Początkowo nie mogliśmy dojść do porozumienia, jednak suche fakty przemawiały za tym, aby opuścić Białą Osadę i poszukać Kościeja w Mar-Margot. To on był naszym łącznikiem z Ragnem i ostatnimi wydarzeniami, o których usłyszeliśmy. Zanim jednak wyruszyliśmy, chcieliśmy sprawdzić ostatni trop. Dotyczył on osoby, z którą rozmawiał Ragn przed wyjechaniem na spotkanie z Kościejem w Mar-Margot. Wypytaliśmy o niego karczmarza Iana, jednak ten śliski krętacz nie chciał się przyznać, że zapamiętał tego jegomościa. Pomimo naszych podejrzeń, nie chcieliśmy wzbudzać większego zamieszania w osadzie i szukaliśmy innych osób, które mogły cokolwiek zauważyć w karczmie. Na naszej liście znalazł się ochroniarz Norman oraz miejscowy pijak, który zazwyczaj przesiadywał tutaj wieczorami, Olaf. Zakupiliśmy dzban piwa i porozmawialiśmy z Normanem i dniu sprzed paru miesięcy. Mieliśmy szczęście, gdyż zapamiętał on nieco z tej rozmowy. Partnerem Ragna w karczmie był jakiś kupiec ubrany w niebieski strój, który następnie udał się na zachód od Białej Osady, a więc w kierunku przeciwnym do Mar-Margot. Wspomniał on również, że nazywał się Arturo, ale tej informacji nie był pewien. Udało nam się to potwierdzić również z Olafem, który podsłuchał kawałek rozmowy Ragna i Arturo, a wspominali oni w niej o niejakim Kościeju. To nas tylko upewniło, że powinniśmy wyjechać i poszukać starego druha Ragna.

Spakowaliśmy się i ruszyliśmy na szlak, jednak Vergen nie pozwolił nam jeszcze opuścić osady. Przy granicy osady, ukryty w lesie, czekał na nas sołtys wraz z dwójką swoich ochroniarzy, skrytych obok Drzewa Powitalnego, znajdującego się u wjazdu na teren Osady, która celowała do nas z kuszy. Chciał on odzyskać pewien mieszek, który Kejn pozwolił sobie przywłaszczyć przeszukując dom sołtysa. Początkowo Kejn się wypierał, jednak sołtys domyślił się, że czegoś szukaliśmy w jego domu, a sam, obawiając się, że zostanie ukarany przez barona za niedopilnowanie należnego mu złota, zgodził się, abyśmy wymienili wspomniany mieszek na możliwość spokojnego poszukania własności Ragna. Przystąpiliśmy na tą propozycję i razem z Kejnem oraz Igo, w towarzystwie sołtysa, poszliśmy do jego domu. Tam jeszcze raz, tym razem wszyscy, przeszukaliśmy biblioteczkę oraz inne pomieszczenia. Tylko łaskawości Vergena zawdzięczam, że w ostatniej chwili zdecydowałem się zabrać pusty pamiętnik Ragna z biblioteki. Jak się później okazało, było to kluczowe w naszych poszukiwaniach. Jednak w tym dniu nieco rozczarowani opuściliśmy dom sołtysa, lżejsi o mieszek, jednak bez uszczerbku na ciele. W trakcie drogi do Mar-Margot opracowywaliśmy w jaki sposób moglibyśmy się komunikować, tak aby ukryć nasze sygnały przed rozmówcami. Uznaliśmy, że taki sposób komunikacji może nam się przydać w przyszłości. Jako podstawę do niego wykorzystaliśmy nasze znaki, które poznaliśmy w kompanii najemników w Karhanie.

Po przybyciu do Mar-Margot, ponownie zatrzymaliśmy się w karczmie „Ogon Gryfa” i opracowaliśmy plan na następne kilka dni. Ja miałem udać się do kapłanów Vergena i sprawdzić czy będą nam w stanie pomóc w poszukiwaniach Kościeja, a pozostali mieli szukać krasnoluda Marcusa.

Kapłan Maksymilian obiecał wspomóc nasze poszukiwania Kościeja i rozesłać wici do wyznawców naszego boga w Mar-Margot, jednak miało to potrwać kilka dni czy też tygodni. Przy okazji zapytałem go o możliwość wykonania jakiegoś zadania dla świątyni. W sumie nie śmierdzieliśmy groszem, a być może zadania takie skłoniłyby moich braci, żeby nieco więcej uwagi przykładali do wiary, o której im opowiadałem. W trakcie mojego pobytu w świątyni pochłonęły mnie modlitwy, a w ich trakcie miałem pewną wizję. Wydawało mi się, że Vergen chce zwrócić moją uwagę na księgę, która okazała się być Szarą Księgą. Nie rozumiałem tej wizji, jednak spodziewałem się, że prędzej czy później zostanie mi to objaśnione.

Tak też się stało. Wieczorem, gdy omawialiśmy co udało nam się dowiedzieć, tknięty przeczuciem, przeglądałem pusty pamiętnik Ragna i poprosiłem Igo, aby jeszcze raz sprawdził, czy czasami nie użyto w nim jakiegoś rodzaju niewidzialnego atramentu. Rozwiązanie okazało się być jeszcze prostsze… Na pierwszej stronie, która pozostała, po dokładnym przyjrzeniu się, można było zauważyć drobne, odbite ślady pisma. Delikatne kartki książki spowodowały, iż ostatnia strona pamiętnika odbiła się i Igo wykorzystując starą sztuczkę skrybów, odzyskał zapisany tam tekst. Brzmiał on tak jak poniżej.

[pismo spokojne, dokładne]
Kościoła. Chociaż to jest duża niewiadoma, bo to sprytne skurwysyny.

Nie widzę też motywu. Kościej to stary i sprytny gnat – nie mogę mu ufać – ale jest mi winien

przysługę, a on należy do tych co zawsze spłacają długi. Jutro wyjazd.
[chaotycznie]
Pułapka. Pułapka. Pułapka!!!!! Stary durniu durniu!!!!!!!!!!!!!!!! Jak moo

[spokojniej]
Mija dzień od powrotu. Rana się goi. Miałem szczęście. Kościej zdradził – nigdy bym

nie pomyślał. Znamy się 20 lat.
[spokojnie]
Jest drugi dzień. Myślę, że będzie już spokojnie. Na wszelki wypadek odszedłem

od mojej ukochanej – nie przeżyłbym, gdyby coś jej się stało.

Do rzeczy. Fakty są takie, że nie mieli szans mnie rozpoznać – primo: w Mar-Margot nikt

nie zna Vernira, oprócz Kościeja. Kościej zna Vernira z II brygady Trabeńskiej. Kościej nie wie

gdzie mieszka Vernir – może co do niego się pomyliłem, ale Arturo by mu mnie nie zdradził.

Nie miałby nawet okazji, bo wyruszał na zachód, a ja ruszyłem niezwłocznie do miasta.

Secundo – gdyby mnie śledzili, to już by mnie znaleźli. Zgubiłem trop, jak mi starzy bogowie mili.

Fakt #1 bezsprzeczny jest, że Kościej zdradził z własnej woli – albo nie miał wyjścia i musiał

zdradzić. Faktem #2 kluczowym jest, że coś w tym wszystkim śmierdzi, bo ewidentnie chciał

wybadać skąd znam tę sprawę. Fakt #3 jest taki, że zapytał mnie czy przysłał mnie Camaral,

żeby sprawie uciąć łeb.

Skoro chciał mnie wybadać i pytał o takie sprawy, to gówno wie. #4 Nie ma pojęcia kto

mnie przysłał. Muszę pomyśleć.

Marcus wyjechał wczoraj. To był chyba dobry ruch, ale może pochopny. Jednak ostrożności

nie zawadzi – wszyscy wiedzą, że to mój najbliższy przyjaciel, mimo że krasnolud.

#5 Brodaty mówił, że Camaral to ten czarny skurwiel, łowca nagród i żebym się w to

nie mieszał. #6 Jestem za stary, żeby do niego się zbliżyć, bo nikt takiemu dziadowi z brzucholem

nie da zlecenia. #7 Camaral rozmawia tylko ze swoimi porucznikami, kolejna sprawa.

#8 Gdybym miał kilku młodszych, bitnych chłopaków, mógłbym go podejść! #9 Marcus mówił,

że gdyby zdobyć jego zaufanie, to można by go jakoś rozegrać sprytnie. Tak, żeby ten cholerny

mięśniak coś sypnął – to jest kluczowe! To chyba mój ostatni świadek i szansa. Zastanowię się.

Przez chwilę miałem głupią myśl – na wiosnę przybędą chłopaki. Jak im to powiedzieć,

żeby ich nie narażać?

Może spróbuję ich tam jakoś zaczepić, żeby zarobili trochę na siebie i nabyli doświadczenia?

A potem, kiedy już będą wyżej w hierarchii, powiem im całą prawdę i sami docisną kapitana?

Muszę pozostawić to w tajemnicy, bo chłopaki gotowi pójść na żywioł, a to nie o to chodzi.

Szczególnie Kejn albo Dalinar, oni mogą chcieć szybkiej zemsty. Nie rozumieją… Ale jest to plan!

Do diaska. Jak mogłem być takim idiotą. To są dzieci. W dodatku Roberta.

Nie.

Załatwię to po swojemu, mam jeszcze trochę znajomości.

Najpierw pójdę do____________________________________________________ [chaotyczna kreska w dół do końca kartki]

Teraz już wiedzieliśmy, gdzie mamy się udać i jaki powinien być nasz plan. Kapłan Maksymilian wspominał mi o człowieku imieniem Justus, który był członkiem Towarzystwa Kupieckiego i który był dobrze zorientowany w działających na terenie Mar-Margot kompaniach najemników, czy też łowcach nagród. Z samego rana udaliśmy się do niego, aby wypytać, gdzie będziemy mogli znaleźć wspomnianego Camarala. Nie chcieliśmy zdradzać naszego prawdziwego celu, tak więc początkowo wypytywaliśmy o możliwość zatrudnienia w kompaniach najemników. Justus polecił nam jedną z większych w mieści, zwaną Białą Kompanią. Jednak dowiedzieliśmy się również, gdzie znajdziemy owianych złą chwałą Camaralczyków. Udaliśmy się w oba miejsca, aby zorientować się jakie mamy możliwości.

W karczmie, w której przebywali Camaralczycy, zagadałem do karczmarza, aby wskazał mi kogoś, kto zajmuje się rekrutacją do grupy. Podszedł do nas porucznik Torsten. Mężczyzna ten odziany w znoszoną zbroję, sprawiał wrażenie zaprawionego w boju. Jednak okazało się, że nie wszyscy mogą współpracować z Camaralczykami, ponieważ najpierw trzeba przejść pewien test. W podziemiach karczmy znajdowały się dodatkowe pomieszczenia, w których przesiadywali członkowie grupy oraz mała arena. Mieliśmy najpierw udowodnić swoje umiejętności w walce. Tuż przed walką wezwałem Vergena, aby udzielił nam swojego błogosławieństwa. Wsparty jego mocą, jako pierwszy udałem się na arenę. Moim przeciwnikiem był całkiem zręczny najemnik, jednak po początkowym okresie, gdy starałem się go wybadać, przystąpiłem do ataku i potężnych ciosem powaliłem go, a Torsten przerwał walkę. Następną osobą był Kejn, a jego „pojedynek” trwał jeszcze krócej. Jego przeciwnik już na początku walki się odsłonił, a Kejn szybkim ciosem prawie złamał mu nadgarstek drewnianym mieczem. Widząc to, Torsten zatrzymał walkę i zrezygnował ze sprawdzania umiejętności Tsume. Ostatnim z naszej grupy, który miał udowodnić swoje umiejętności był Igo. Sami byliśmy ciekawi czego się przez te lata nauczył i nie zawiedliśmy się. Igo wypowiedział kilka słów, a z jego dłoni wystrzeliły ognie, które spopieliły treningowego manekina.

Jak się okazało nie był to jedyny test, który na nas czekał. Mieliśmy wrócić do Torstena wieczorem, aby podejść do jego drugiej części…